MacBook Pro z ekranem dotykowym i OLED – pierwsze wrażenia

MacBook Pro z ekranem dotykowym i OLED – pierwsze wrażenia

Apple pokazało nowego MacBooka Pro, który po latach spekulacji dostał ekran dotykowy i panel OLED. Z pierwszych wrażeń dziennikarza Ars Technica wynika, że to nie dotyk jest tu największą nowością. Najbardziej imponuje sam wyświetlacz.

Ekran OLED robi największe wrażenie

Autor miał do dyspozycji nowy laptop zaledwie przez około pięć minut, w tłocznej sali pokazowej. To więc wstępne wrażenia, a nie pełna recenzja. Mimo to ocena ekranu jest jednoznaczna: jasność szczytowa, głębia czerni, zbalansowane kolory i zakres dynamiki zrobiły na nim duże wrażenie. Zaznacza przy tym, że jest wymagający, jeśli chodzi o wyświetlacze. W porównaniu z matrycą MiniLED z poprzedniej generacji to jego zdaniem ogromny skok jakości.

Zmienił się też wygląd górnej krawędzi ekranu. Wycięcie na kamerę zastąpiła wyspa znana z iPhone’ów, czyli Dynamic Island. Potrafi zmieniać rozmiar i pokazywać aktywności na żywo. Na dużym ekranie laptopa jest znacznie mniej rzucająca się w oczy niż w telefonie. Autor ma jednak wątpliwości co do gier pełnoekranowych, których nie zdążył sprawdzić. Poprzedni model pozwalał uruchamiać aplikacje i gry tuż pod wycięciem, żeby nie zasłaniało obrazu. Czy nowa wersja zachowa tę opcję, ma wyjaśnić dopiero pełny test.

Dotyk: miły dodatek, nie rewolucja

Przez lata trwała dyskusja, czy Apple powinno zrobić laptopa z ekranem dotykowym. Steve Jobs był temu przeciwny, a według doniesień decyzja o zmianie kursu zapadła za czasów Tima Cooka i jest realizowana także teraz, pod kierownictwem Johna Ternusa. W czasie testu autor sprawdził między innymi:

  • przełączanie pulpitów trzema palcami,
  • powiększanie i przewijanie zdjęć oraz map,
  • przeciąganie i zmianę rozmiaru okien,
  • przenoszenie plików między aplikacjami,
  • rysowanie palcem w programie do malowania,
  • przewijanie odtwarzanego wideo.

Wszystko działa tak, jak można się spodziewać, ale na poziomie systemu niewiele z tego było wcześniej niemożliwe. Gesty na gładziku dawały podobne efekty. Więcej korzyści widać w aplikacjach kreatywnych, na przykład do rysowania. Granie na wirtualnej klawiaturze muzycznej jest za to dość niewygodne, bo laptop nie zamienia się w tablet.

Warto wiedzieć, czego w tym sprzęcie nie ma. Nie jest to konwertowalny model, który można traktować jak duży iPad. Według informacji, które autor usłyszał na miejscu, nie obsługuje też rysika Apple Pencil. To nadal zwykły MacBook Pro w standardowej obudowie.

Co się zmieniło, a co zostało po staremu

Autor od razu zauważył, że nowy model jest lżejszy od jego 14-calowego MacBooka Pro z układem M1 Max. Nie jest to inna kategoria wagowa, ale różnicę czuć w dłoni. Klawiatura, gładzik i zestaw portów pozostały bez zmian. Wrócił za to podświetlany logo Apple na pokrywie, co jednym się podoba, a innym nie. Laptop jest dostępny w wersjach 14- i 16-calowej.

Cena i co to oznacza w Polsce

Główną barierą jest cena. Wersja 16-calowa z układem M5 Max, 64 GB pamięci RAM i dyskiem 2 TB kosztuje w Stanach Zjednoczonych 5799 dolarów. Dopłata za przejście z 64 GB do 128 GB RAM to kolejne 1600 dolarów. Większość użytkowników nie potrzebuje tak dużej pamięci, ale część może ją kupować z myślą o przyszłych zastosowaniach, na przykład lokalnych modelach AI.

Dla polskiego czytelnika ważne jest, że tekst nie podaje cen ani terminów premiery w Polsce i Unii Europejskiej, więc na razie trzeba poczekać na oficjalny cennik. Pamiętajmy jednak, że u nas ceny detaliczne zawierają VAT, a wersje z dużą ilością pamięci i dysku zwykle są najdroższe. Dla osób, które nie potrzebują topowej konfiguracji, ważniejsze może być to, że ekran OLED i niższa waga są główną zmianą, a nie dotyk. Pełną ocenę da dopiero dłuższy test.

Źródło: Ars Technica – „Touchscreen MacBook Pro hands-on: OLED looks great on a Mac”